Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Sport News
Rewelacyjne przełamanie Arki! - niedziela, 11, listopad 2018 18:15
Stal pokonała Arkę - sobota, 10, listopad 2018 23:47
Polkowicki huragan zmiótł Arkę! - sobota, 10, listopad 2018 19:42
Gładka porażka Trefla w Jastrzębiu Zdroju - sobota, 10, listopad 2018 17:35

Ja mam w sobie trochę tego góralskiego charakteru...

Ja mam w sobie trochę tego góralskiego charakteru... Foto: Norbert Barczyk. Źródło: Pressfocus

Iwona Małgorzata Niedźwiedź urodzona w Nowym Sączu polska piłkarka ręczna, reprezentantka kraju, grająca na pozycji rozgrywającej.

Od sezonu 2013/14 występuje w PGNiG Superlidze, w drużynie Vistal Gdynia. W 2013 wystąpiła na mistrzostwach świata, zajmując z drużyną 4 miejsce.

 Sukcesy:

  • srebrny medal Mistrzostw Polski w sezonie 2003/2004 MKS Piotrcovia Piotrków Tryb.

  • srebrny medal Mistrzostw Polski w sezonie 2006/2007 MKS Piotrcovia Piotrków Tryb.

  • srebrny medal Mistrzostw Danii w sezonie 2012/2013 Team Tvis Holstebro

  • puchar EHF w sezonie 2012/2013 Team Tvis Holstebro

  • brązowy medal Mistrzostw Polski w sezonie 2013/2014 Vistal Gdynia

  • Puchar Polski w sezonie 2013/2014 Vistal Gdynia

Nagrody indywidualne:

  • Najlepsza strzelczyni polskiej Superligi w sezonie 2003/04 (145 bramek)

 

(za Wikipedią)

 

Jakie miałaś marzenia w wieku dorastania, kim chciałaś zostać? 

Hmm, kim chciałam zostać? Aktorką, nauczycielką, piosenkarką, lekkoatletką? W sumie to nie wiem. Nie pamiętam. Nie miałam marzeń związanych ze sportem do momentu, w którym nie zaczęłam go uprawiać. Ta ostatnia profesja chyba jest najbliżej tego, co by było gdybym nie była piłkarką ręczną, bo tak naprawdę właśnie od biegania wszystko się zaczęło. Piłki ręcznej zaczęłam się uczyć w wieku 12 lat, zanim do tego doszło bardzo lubiłam biegać i muszę nadmienić nieskromnie, że biegałam dość dobrze. Nie były to nigdy krótkie dystanse. W szkole często wysyłano mnie na biegi przełajowe, od 800 m w górę. Któregoś dnia zgłosił się do mnie wuefista i zaproponował dołączenie do nowo utworzonej klasy sportowej o profilu piłki nożnej i ręcznej. Zgodziłam się z miejsca ale należało jeszcze przekonać rodziców, którzy ostatecznie po domowej wizycie mojego pierwszego trenera Jacka Gomulca postanowili, że pod warunkiem jeśli stopnie na tym nie ucierpią wstępnie wyrazili zgode (jestem jedynym dzieckiem w rodzinie, które uprawia sport, a jest nas piątka). Mam jeszcze siostry-bliźniaczki, które próbowały jeszcze coś robić, brat próbował kopać piłkę, ale nic z tego nie wyszło. 

I potem już poszło, z klasy sportowej do klubu drugoligowego, w wieku 17 lat pierwsze powołanie do reprezentacji młodzieżowej i po raz pierwszy gra z orzełkiem. Bez sukcesów niestety. Wielka szkoda bo grupa była wyborna osobowościowo i nie tylko. Po maturze przyszła pora na pierwszy profesjonalny kontrakt i pierwsze zarobione pieniądze. Wtedy też chyba po raz pierwszy zaczęłam mieć marzenia związane z grą w piłkę ręczną na najwyższym poziomie. Wtedy zrozumiałam, że to może być całkiem fajny sposób na życie. Nie ukrywam, że zawsze wybierałam kluby, w których miałam największą możliwość grania i gdzie oferta finansowa była najkorzystniejsza. To były dwa najważniejsze aspekty, które decydowały o wyborze. Kariera mi się tak potoczyła, że w żadnym klubie nie zagrzałam dłużej miejsca, niż dwa lata (Mam nadzieję, że w Gdyni będzie inaczej - śmiech). Ale to w dużej mierze był efekt tego co wpajał mi w młodym wieku mój pierwszy trener Jacek Gomulec, mianowicie radził bym nie wiązała się na dłużej z żadnym klubem, tylko żebym często je zmieniała, bo wtedy można zarobić najwięcej pieniędzy. Rzeczywiście często tak jest, że wychowanki lub zawodniczki, które osiadają w klubie na dłużej sa traktowane po macoszemu. Nigdy nie narzekałam na status materialny, podpisywałam kontrakty często i dziś z perspektywy czasu uważam, że były to kontrakty dobre. Zawód sportowca nie trwa wiecznie. Nierzadko, brutalnie kończy go kontuzja, dlatego musimy dbać o to, żeby to życie po zakończeniu kariery było równie godne jak w trakcie jej trwania. 

Jak doszło do tego, że wyjechałaś z Polski?

Często żartuję, że w tym wyjeździe do Danii było sporo „farta” ale faktem jest, że gra w Danii była moim wielkim marzeniem. Chyba największym i na tamtą chwilę nieosiągalnym. Jeszcze nasi zachodni sąsiedzi wchodzili w grę. Marzyła mi się gra w niemieckiej Bundeslidze, ale najbardziej w Skandynawii. Pamiętam jak w tzw. międzyczasie dwukrotnie kontaktował się ze mną francuski klub Le Havre ale jakoś nie miałam przekonania. Większość decyzji podejmuję intuicyjnie i w tym wypadku, też kierowałam się intuicją. Intuicja wyraźnie mówiła, nie i basta. No ale wróćmy do tego „farta” . Do dzisiaj uważam, że w osiągnięciu sukcesu poza talentem czasem potrzebne jest szczęście. To może być wybór idealnego dla nas klubu, może być odpowiedni menadżer, który wie jak pokierować naszą karierą a czasem najzwyczajniej w świecie trener. Nie jest tajemnicą, że każdy trener ma swoich „ulubionych” graczy. Jednym ufa mniej, drugim bardziej, ci drudzy mają oczywiście dużo większy kredyt zaufania od tych pierwszych, spędzają więcej czasu na boisku i tak dalej i tak dalej. I w tym moim przypadku było bardzo podobnie. Gdyby nie Zenon Łakomy, który objął reprezentację po swoim poprzedniku prawdopodobnie nigdy nie wyjechałabym na 6 lat do Danii. W tamtym czasie polska reprezentacja była w takim miejscu, że każdy chciałby o tym okresie zapomnieć. Ale szczęśliwie tak się złożyło, że zaproszono nas w miejsce zespołu, który niespodziewanie się wycofał na bardzo prestiżowy Puchar Świata do Aarhus. Jak już wcześniej wspomniałam z pojawieniem się trenera Łakomego zmienił się i mój status, bo z zawodniczki rezerwowej zaczęłam występować w podstawowej siódemce. Jako zespół nie wygrałyśmy Pucharu Świata ale w niecałe 30 dni po powrocie odebrałam e-maila z propozycją gry dla duńskiego SK Aarhus. Jak dzisiaj sobie przypominam ten moment wejścia na duńską halę i te wszystkie myśli, które w tamtym czasie przeleciały mi przez głowę m. in „ach, gdyby tak móc tu grać na co dzień” i tym podobne. Tam były same „achy” i „ochy” i one mi się spełniły. Ten okres w Danii był spełnieniem większości moich największych marzeń sportowych. 

Czy to, co dziś robisz daje Ci pełne zadowolenie i satysfakcję?

Bezsprzecznie tak! Myślę, że sport jest tak ekscytującą dziedziną życia, kumulującą tak fantastyczne emocje, sam sposób życia... To ile człowiek podróżuje, jak sobie życie układa, czego się też uczy poprzez sport... W ogóle uważam ludzi, którzy mają jakąś pasję i ta pasja staje się ich pracą, za ogromnych szczęściarzy. Siebie też uważam za ogromną szczęściarę, bo tak naprawdę robię to, co lubię, a w Polsce mam wrażenie, tak mało ludzi ma możliwość wykonywania zawodu, który jest ich pasją. 

Kim byłabyś, gdyby nie sport?

Z perspektywy dziecka nigdy nie myślałam kim innym mogłabym być, natomiast dzisiaj... bardzo lubię radio. Moje ulubione to Trójka i Tok FM ale w godzinach rannych. Dużo frajdy sprawia mi komentowanie meczów piłki ręcznej. W 2006 komentowałam ME w Szwecji i od tego się zaczęło. Dzisiaj, od czasu do czasu, zdarza mi się komentować mecze Ligi Mistrzów ale że robię to sporadycznie to nierzadko wkurzam się na siebie bo nie jest tak jak chcę. Na pewno jednym z pomysłów po zakończeniu kariery jest znaleźć swoje miejsce w mediach, być blisko sportu... Kiedyś mi się wydawało, że absolutnie nie chcę być trenerem. Uciekałam od tego, dlatego też nigdy nie poszłam na AWF, bo chciałam studiować coś innego. Zaczynałam w Piotrkowie Trybunalskim filologię polską właśnie z dziennikarstwem. Niestety wyjazd do Danii przerwał moją edukację w tym kierunku. Skończyło się na niepełnym licencjacie. Dzisiaj mam już skończone studia trenerskie drugiego stopnia w Warszawie. To przyszło z czasem. Zaczęło kiełkować już w Danii. Chyba określenie „dojrzewam do trenerki” będzie najbliższe prawdy. Im bliżej końca, tym częściej myślę sobie, że to mogłoby być coś w czym spełniałabym się na nowo. W czwartym roku mojego pobytu w Skandynawii zaczęłam pracować z dziećmi. Te zajęcia były czymś na wzór lekcji wychowania fizycznego, to mi nie dawało w ogóle satysfakcji, ale w Holstebro pracowałam trzy razy w tygodniu w szkole stricte sportowej, która była ukierunkowana na handball i tam miałam grupy dziewczyn i chłopaków. Odbywały się mecze średnio raz na dwa tygodnie, czasem częściej. I co? Stwierdzam, że z chłopakami pracuje się genialnie bo... dziewczyny, to nie są na moje nerwy... Nie wiem czy to by wypaliło, rzadko ma miejsce taka sytuacja, że kobieta jest trenerem chłopców dlatego ta trenerka pojawia się i ulatnia z moich planów. Na pewno jest to jakaś opcja, bo... lubię to. A może ja po prostu trafiłam na niefajną grupę dziewczyn? (śmiech). 

Stan cywilny, dzieci?

Jestem popularnym singlem. Jestem po rozwodzie, dzieci nie stwierdzam (śmiech) choć zdarza mi się do kotów mawiać „chłopcy” i wtedy znajomi mają w zwyczaju mawiać, że potrzebny psychoanalityk ewentualnie psychiatra. 

Jacy mężczyźni podobają się Tobie? Czym może mężczyzna urzec, ująć Iwonę Niedźwiedź?

Nie przykładam większej wagi do wyglądu zewnętrznego. Blondyn, brunet, zupełnie bez znaczenia no..., chyba że mówimy o wadze i wzroście to zdecydowanie większe szanse będzie miał wysoki, szczupły. Przede wszystkim liczy się dla mnie wnętrze i charakter. Lubię jak mój partner ma pasje w życiu i podobne poczucie humoru do mojego. Bardzo sobie cenię umiejętność rozbawienia mojej osoby i szeroko pojętą aktywność. Nie jestem typem domatorki. 

Samochód?

Zdecydowanie powinnam posiadać sprawny. Nie przykładam też wagi do marki chyba, ze chodzi o wymarzony to wtedy Volvo albo Range Rover. Obecnie Citroen 

Ulubiona muzyka?

Nie jestem typem, który przywiązuje się do jednego wykonawcy/grupy więc na ten moment wymieniłabym Fismoll i płyta Tomka Organka. Ten ostatni koncertował w Sfinksie w Sopocie nie tak dawno ale lenistwo wygrało. Zresztą plan był inny. Miałam z Patrycją jechać do Gdańska na Marysię Peszek ale jak już wspomniałam zaległyśmy. Potem po fakcie dowiedziałam się o Organku. Szkoda... Z nadchodzących myśle, że może być bardzo fajna płyta L.U.C'a. To jest beatbokser, który reaktywuje teraz piosenki Frąckowiak, Jarockiej... Nie wiem jaka będzie aranżacja tego, ale odnoszę wrażenie, że to będzie mega fajne. Bo ja lubię takie starocie, lubię Frąckowiak, lubię Geppert...„Poluzjantów” kocham. Kubę Badacha uwielbiam, to najlepszy męski wokal w Polsce. Grali ostatnio w „Parlamencie” akustyczny koncert, rewelacja! Grzechem byłoby nie wspomnieć o Ani Wiośnie Wiosnowskiej. Kawał głosu... To wokalistka rodem z Gdyni na co dzień mieszkająca w Warszawie. Poznałam ją przez Patrycję Kulwińską. Śpiewała wówczas u Goorala, dzisiaj tworzy własny materiał na krążek a my wielkie fanki czekamy z niecierpliwością.

Sama śpiewam, ale raczej nie mam talentu, strasznie chciałabym grać na gitarze elektrycznej, to byłby czad... 

Ulubiona książka, film?

Bardzo lubię czytać „plotkarskie”. Sławomir Koper wypuszcza taki cykl książek np. „Wpływowe kobiety PRL-u” , „Alkohol i muzy” taka plotka oparta na historii. Ulubiona książka... ciężko powiedzieć, bo sporo ich było. Zwłaszcza na emigracji wykułam ponad normę. Pamiętam, że będąc nastolatką zaczytywałam się w Agacie Christie. Herkules Poirot i te sprawy. Dzisiaj po kryminały nie sięgam. Science-fiction, wszelkiego rodzaju przygoda już przestała mnie wciągać. Lubię książki w miarę oparte na faktach, biograficzne... Ostatnio przeczytałam historie pewnej publicystki, dość popularnej w czasach PRL-u, Ireny Krzywickiej. Wcześniej, przed wojną, żyła w otwartym związku z Tadeuszem Boyem Żeleńskim. Była taką prlowską publicystką-skandalistką, bo jako pierwsza odważyła się pisać o zmiennych nastrojach kobiet, które wynikały z napięć przedmiesiączkowych, razem z Boyem walczyła o prawa kobiet do legalnej aborcji i ona o tym pisała strasznie prosto i strasznie otwarcie. Dzisiaj sięgam głównie po tego typu książki. Urzeka mnie literatura Moniki Jaruzelskiej, mam nadzieje, ze nie skończy się na dwóch książkach. U Jaruzelskiej najbardziej podoba mi się język jakim pisze, przyjemnie się ją czyta. Mocno zmieniłam swoje zdanie o niej, jako o dziecku generała i w ogóle chyba też całe spojrzenie na osobę Jaruzelskiego. Czytam też chętnie Teresę Torańską, cenię jako dziennikarkę i kobietę, ostatnio czytałam „Smoleńsk”.

A film? Ostatnio „Służby specjalne” Patryka Vegi i głównie polskie kino. I Woody Allen, ale ten wcześniejszy. Mam nawet w domu wideotekę tych jego starszych filmów. Natomiast z jego nowszych produkcji, „Blue Jasmine”. To jest taki Allen, którego lubię. Sposób przedstawienia przez niego rzeczywistości bardzo mi odpowiada. Jest trochę gorzki, ale wydaje mi się, że tak wygląda życie. 

Ulubione danie, potrawa?

Jestem strasznie zmienna. Nie mam jakichś stałych gustów. Tak jak z muzyką, czy z książką. Na pewno lubię chodzić z Patrycją Kulwińską na sushi. Ale czasem też jest tak, że się nam to sushi po prostu przejada. I trzeba sobie zrobić pauzę. Lubię dania chińskie, lubię też polską kuchnię, meksykańską, skandynawską bo jest zdrowa. Nie lubię gotować. Ale jak już się tak zdarzy, że gotuję w domu, to są to bardzo szybkie rzeczy, typu makaron, dorzucę tam jakiegoś kurczaka, cukinię, to wszystko. Ale... Patrycja mi często gotuje, jesteśmy sąsiadkami i nierzadko wpadam do niej na obiad. Ona lepiej gotuje, niż ja. Po prostu nie lubię gotować, ale odżywiam się bardzo zdrowo. 

Ulubiony sposób na spędzenie urlopu?

Ciche miejsce. Mam ostatnio ogromną chęć na taką cichą, przyjemną, polską agroturystykę z dobrą książką i jeszcze lepszą muzyką. Nie muszę aktywnie spędzać urlopu. Mam dość aktywności na co dzień. Oczywiście, lubię słońce, jestem typową dziewczyną lata. Nie lubię zimy, nie znoszę, może wynika to z mojego nazwiska, niedźwiedzie zawsze zimą śpią, a ja bardzo nie lubię tego okresu i zawsze czekam na wiosnę. 

Co robisz, gdy nie uprawiasz sportu, w czasie wolnym?

Głównie chodzę do kina, czasami jakiś koncert. Lubię koncerty małe, kameralne. Czasami gdy nie uprawiam sportu lubię wyjść i smacznie zjeść. Jestem wielką fanką Magdy Gessler i jej programu telewizyjnego. Nie do końca może jej sposobu bycia, ale podobnie, jak ona nie lubię bylejakości i... momentami ją rozumiem. Ja też zawsze mówię to, co myślę, bezpośrednio, może nie zawsze w przyjemny sposób i może mnie wiele osób za to znielubić. Co prawda ona nierzadko przekracza granice, ale każdy zdrowo myślący wie, że to jest na potrzeby telewizji. 

Jak znosisz porażki i krytykę?

Przyzwyczaiłam się do krytyki i nauczyłam się ją przyjmować. Sama jestem bardzo krytyczna w stosunku do siebie. I to może nie tyle przysporzyło mi problemów, co nie pomogło w życiu. Sama sobie stawiam wysoko poprzeczkę, czasem nawet za wysoko i to też jest problem. Trzeba sobie poprzeczki stawiać realnie, by później mieć satysfakcję, że się coś osiągnęło. Jeśli ten cel jest nierealny, to potem rodzi frustracje i faktem jest, że to jest jakiś problem wewnętrzny, że czasem nie potrafię sobie tej poprzeczki dobrze wymierzyć. Jeśli do krytyki dochodzi jeszcze krytyka z zewnątrz, to wtedy bywa różnie. Staram się nie czytać internetu, bo to mnie mimo wszystko dotyka. Zdarzyło się po ubiegłorocznych mistrzostwach (świata, gdzie Polska zajęła 4 miejsce – przyp. mój ZB), że zajrzałam i tak trzy tygodnie trwało, zanim uleciało mi to z głowy i przeszłam nad tym do porządku dziennego. Dzisiaj dawkuję sobie tego typu "atrakcje". 

Jak fetujesz sukcesy i zwycięstwa?

Zakrapiam je dużą ilością alkoholu. Oczywiście żartuję. Jestem osobą, która nie potrzebuje alkoholu, żeby się dobrze bawić. Często się uśmiecham, więc nie potrzebuję dodatkowych rozweselaczy. Nie będę jednak ukrywać, że na zakończenie jakiegoś ważnego turnieju rangi mistrzowskiej zdarza nam się wyjść całym zespołem na jakąś imprezę. W klubie jest podobnie. Na koniec sezonu zawsze wychodzimy gdzieś odreagować. W trakcie rozgrywek nie ma na to czasu i większej ochoty. 

Trzy Twoje najlepsze cechy?

Wyznaję zasadę, że lepiej, jak inni mówią o mnie, ale jeśli już miałabym się pokusić, to... cenię u siebie bezpośredniość, mówię co myślę otwarcie i szczerze i bardzo szanuję i cenię sobie taką cechę u innych. Druga cecha..., myślę, że podejście do pracy, czyli obowiązkowość. Jak już przychodzę do pracy, to nie szukam drogi na skróty, żeby się jak najmniej zmęczyć żeby mi się np. włosy nie popsuły. Często na tym gruncie dochodziło do spięć. Mnie się zarzucało, że jestem osobą konfliktową, ale... ja szanuję swój poświęcony czas, to że przychodzę na dwie godziny na halę i chcę wykonać jakąś pracę, chcę się czegoś nauczyć. Jako pracownikowi nikt mi nie może zarzucić, że jestem leniwa, ale... jestem leniwa w życiu codziennym, może mi np. pranie stać cztery dni. Trzecia cecha... hmmm, kocham zwierzęta, to może być zaleta? Mam dwa koty i uwielbiam psy. Uwielbiam, niestety nie mogłam sobie pozwolić na psa, bo często wyjeżdżam. 

Trzy wady, za które czasami siebie nie lubisz?

Niezdecydowanie. Bardzo tego nie lubię, nie coś na zasadzie: „chciałabym, ale boję się” ale „chciałabym ale nie wiem czego”. Albo coś mi się podoba w poniedziałek, a we wtorek mam już do tego wstręt. Dosyć często mnie to irytuje. Druga wada to spóźnialstwo, które wynika z tego, że nie lubię czekać. Jeśli nie dolega mi nic, jeśli nie muszę czegoś "zatejpować", nie muszę robić żadnych ćwiczeń, jestem ostatnią osobą, która przychodzi na halę. Dlatego, że nie lubię przyjść przed czasem, siedzieć i czekać. I co? Paplać? O byle czym?

Trzecia wada, za którą siebie nie lubię to przekora. Ale że od dobrych kilku lat mam jej świadomość to dzisiaj nazwałabym ją świadomą przekorą. Przykładem tej przekory idealnie posłuży mój wybór studiów po maturze. Byłam w stanie studiować wszystko tylko nie wychowanie fizyczne. Dlaczego? Z przekory. Dostarczyłam sobie tym sporo schodków do pokonania. Po 30-tce pogodziłam się z faktem, że studia stricte sportowe będzie mi najprościej ukończyć i dzisiaj mam trenera II klasy. Mam nadzieję, że następnym razem jak przyjdzie nam rozmawiać, będziemy mogli porozmawiać jak magister z magistrem. 

Czy Twoje życie prywatne mocno cierpi przez sport?

Bardzo lubię swoje obecne życie, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że mój zegar biologiczny tyka, więc często się zastanawiam czy nie będę kiedyś żałować braku własnych dzieci, ale... tak mi się życie poukładało, tak jest dobrze, wygodnie, wiec nie widzę sensu, żeby sobie to życie komplikować. Moja mama się martwi o mnie, o to, że zostanę sama na starość, ale ja się kompletnie tym nie martwię, mam fantastycznych przyjaciół, fantastyczną rodzinę, liczną, jeśli nie urodzę swojego potomstwa to nacieszę się dziećmi swojej siostry, jednej, drugiej, trzeciej... 

Wydarzenie, lub osoba, która miała największy wpływ na Twoje dotychczasowe życie?

Ciężkie pytanie, bardzo ciężkie, bo tych osób było mnóstwo. Na pewno Jacek Gomulec i Włodzimierz Strzelec na pierwszym etapie mojej kariery. Następnie przełomem był Zenon Łakomy, trener kadry, który dał mi miejsce w pierwszym składzie. Na pewno duży wpływ na moje życie miał mój były mąż. Bardzo dużo to małżeństwo zmieniło i nadszarpnęło psychicznie. Gdyby moje życie prywatne było wtedy inaczej poukładane, spokojniejsze, to może i ja grałabym lepiej, niż grałam na początku przygody z ligą duńską.

A jakie wydarzenie? Myślę, że właśnie wyjazd do Danii. Ten wyjazd zmienił w moim życiu prawie wszystko. Rozwinął mnie sportowo i osobowościowo, dał mi więcej pewności siebie. 70 procent moich dzisiejszych umiejętności to efekt mojego pobytu w Danii. 

Gdybyś mogła cofnąć czas, co byś zmieniła w swoim życiu?

Podjęłabym decyzję o kupnie mieszkania w Danii. Myślę, że to byłaby dobra inwestycja w przyszłość. Poza tym, pewnie nie wychodziłabym tak wcześnie za mąż. Chociaż to wydarzenie też mnie sporo nauczyło. Jestem innym człowiekiem. Może właśnie tak miało być? 

Co zamierzasz robić po zakończeniu kariery, inny pomysł na życie?

Bardzo chciałabym zostać przy sporcie, ale czy koniecznie w roli trenera? Interesuje mnie komentowanie meczów, bycie ekspertem szczypiorniaka w mediach, takie „mędrkowanie”. Od zawsze lubiłam modę. Lubię się dobrze ubrać, lubię także doradzać innym jeśli mnie o to proszą. Chyba mam niezłe wyczucie w tej kwestii. Dodatkowo bardzo interesuję się polityką, więc ostatnio wpadłam na pomysł, że świetnie sprawdziłabym się jako osoba dbająca o wizerunek polityków. Mogłabym być taką personalną stylistką. W ten sposób połączyłabym pasję związaną z modą i "liznęłabym" trochę polityki. Jeśli żadna z tych opcji nie wypali będę próbowała zakotwiczyć w korporacjach, które szukają pracowników ze znajomością duńskiego. Opcji jest kilka. 

Co jest dla Ciebie największą wartością w życiu?

Może to nieco banalne, ale dla mnie dużą wartością jest bycie dobrym człowiekiem. Mam w sobie zdolność empatii. Widzę, kiedy u kogoś coś się dzieje, kiedy ktoś ma jakiś problem ze sobą i ja wtedy jestem dla tego kogoś. Potrafię to wyczuć, potrafię pomóc, nawet obcemu człowiekowi. Uwielbiam dobrych ludzi, takich niezawistnych, pozytywnych. Dla mnie właśnie wartością są ludzie. Nie jestem taką osobą, która się mści. Nie nadstawiam drugiego policzka, ale też się nie rewanżuję. Nie pozwolę się chlastać po twarzy, ale też nie ma we mnie tej reakcji zemsty, nie złamię ręki w odwecie. Tego nie zrobię. Nie mszczę się. Moim celem jest bycie dobrym człowiekiem, bo jeśli ktoś robi mi jakąś krzywdę, to z reguły myślę sobie "nie będę się zniżać do jego poziomu", albo "on to zrobił, nie ja, więc co ja mam się martwić”. A przyświeca mi zawsze taka zasada i ja w nią głęboko wierzę: mogę nie wierzyć w boga, nie potrzebuję tej religii, ale mocno wierzę w to, że jeśli zrobisz komuś krzywdę, to życie ci to odda.

Ogromnie istotny element w życiu stanowi dla mnie bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo zawsze wiąże się ze stabilnością finansową. Wyznaję zasadę, że pieniądze są bardzo ważne w życiu, one dają mi bezpieczeństwo, one dają mi spokój wewnętrzny. Nie lubię kredytów, wszelkiego rodzaju debetów i niech tak zostanie. Uważam się także za patriotkę. Ten sześcioletni wyjazd na pewno nauczył mnie szacunku do ojczystego kraju, zaczęłam być dumna z faktu, że jestem Polką. Te wszystkie cechy uważam za ważne.

Z innych rzeczy charakterystycznych dla sportowca, to na przykład nie przywiązuję wagi do różnych trofeów. Do tego, by je eksponować, by się nimi chwalić. W żadnym z miejsc, w których dane mi było mieszkać nie pojawiła się tzw. „ścianka sportowca”. Po pierwsze, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Po drugie, w domu szukam odprężenia, relaksu, odpoczynku. Fajnie, że zdobyłyśmy brązowy medal, fajnie, że mamy Puchar Polski, ale ja to wszystko tam gdzieś zrzucam i... chciałoby się więcej. Chciałoby się zdobyć mistrzostwo... Ale ten medal też nie będzie nigdzie u mnie wisiał. Na pewno nie wyrzucę go na śmietnik, ale gdy pojawi się jakiś pomysł, żeby przekazać go np. na jakąś aukcję... jak najbardziej. Nie mam jakiegoś ciśnienia na to, żeby ten medal mieć w domu, pokazać go wnukom, albo dzieciom... Nie ma czegoś takiego, jak ołtarzyk piłkarki ręcznej u mnie w domu, nie ma i na pewno nie będzie. 

Na obecną chwilę jakie jest Twoje marzenie zawodowe i osobiste?

Na chwilę obecną zdobycie Mistrzostwa Europy. To sprawi, że również w życiu prywatnym będę uśmiechnięta przez najbliższe kilka miesięcy. 

W takim razie „Sportowa Gdynia”, dziękując Ci za tę rozmowę, życzy Ci... byś po Mistrzostwach Europy była jak najdłużej uśmiechnięta, ponieważ z uśmiechem Ci do twarzy.   

 

 

Rozmawiał: Ziemowit BUJKO

Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Iwony Niedźwiedź

----------------------------------------------------------------------------------

Z ostatniej chwili: Od sezonu 2015/2016 Iwona Niedźwiedź nie jest już zawodniczką Vistalu Gdynia. Przeszła do zespołu mistrza Polski MKS Selgros Lublin. Pozostaje jednak nadal mieszkanką Gdyni i marzy, by tutaj zakończyć karierę i osiąść na stałe.

Czytany 60207 razy
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Dział: Twarze sportu
Ziemowit Bujko

tel. 606 924 771  

Kibicujemy tym wydarzeniom:

  

 

Najnowsze



Odwiedza nas

Odwiedza nas 363 gości oraz 0 użytkowników.

Najczęściej czytane